Mr. V jak Tyler Durden

na wstępie od razu zaznaczę – here be spoilers 😉

z entuzjazmem podszedłem do serialu Mr. Robot – haker kontra mega-korporacja, rewolucjonista kontra konglomeracyjna hydra, introwertyk w błyszczącej zbroi kontra mega-zło sięgające wszędzie swoimi mackami.. „i just wanted to save the world” mówi w pewnym momencie główny bohater..

zaczyna się nieźle choć już po obejrzeniu pierwszego odcinka miałem nieodparte wrażenie że jest to miks „V jak vendetta” i „Fight Club”.. wrażenie to nie opuściło mnie do końca pierwszego sezonu..

znaczy ja uwielbiam „Fight Club” i ten sposób narracji kiedy główny bohater jest jednocześnie narratorem bardzo mi odpowiada ..dodatkowo Eliot jest dosyć pokręconym gościem i to też jest fajnie pokazane.. to co dzieje się w jego głowie i to jak niewiele z tego trafia na zewnątrz

stety-niestety bardzo mocna inspiracja jest dla mnie wręcz kalką niektórych ujęć ..pytanie gdzie się kończy „wzorowanie się na” a zaczyna „robienie dokładnie tak samo” ..tak mniej więcej w 3 odcinku zaczęło mnie to delikatnie drażnić..

..ale Mr. Robot próbuje bronić się fabułą – jak wspomniałem mamy Eliota, mamy też zło wcielone w postaci młodego ambitnego w korporacji no i mamy spisek hakerów prowadzony przez tytułowego Mr. Robota, który chce korporację rozwalić destabilizując w ten sposób aktualne status quo ..ciekawie wpleciony jeszcze w to wszystko został handlarz narkotyków, jego ekipa no i sąsiadka Eliota..

..i tu trafiamy na częsty problem dzisiejszych wszelkiej maści opowieści – dobry start, napięcie rośnie, fabuła się nakręca ..i zamiast iść w tendencji zwyżkowej do samego końca gdzieś w środku łamie się i zaczyna opadać.. zakończenie nie zaskakuje, żaden nagły zwrot akcji nie następuje, a widz z minut na minutę oglądania tylko się upewnia, że to wszystko już dawno sam wywnioskował..

w każdym razie akcja się udaje.. korpo pada.. Mr. Robot okazuje się najpierw ojcem, a potem wytworem schizofrenicznej wyobraźnie Eliota.. słabo powiem szczerze.. słabo

słabo dlatego że to wszystko jest podane tak bardzo na tacy

ja wiem, że jest coraz trudniej wymyślić coś nowego.. bo wszystko już było.. i rozumiem, że robiąc coś można się oprzeć na dobrych wzorcach.. ale trzeba się przyłożyć żeby mimo wszystko to było coś ..hmm.. jeżeli nie nowego to chociaż świeżego..

a Mr. Robot mimo pierwszego dobrego wrażenia po prostu taki nie jest

Dodaj komentarz