moje małe chiny

wróciłem.. zarośnięty jak Rumcajs, zmęczony, zadowolony, zniesmaczony.. w każdym razie już po projekcie

obecny wpis jest pewnie pierwszym z kilku bo tematu nie da się opisać w jednym tekście ..znaczy da się ale wyszło by strasznie dużo tego więc wole to powrzucać partiami – będą to różne aspekty tego samego tematu

..a tematem jest realizacja projektu unijnego który robiła dla pewnego stowarzyszenia firma w której pracuje

projekt polegał na tym że stowarzyszenie, które skupia gminy w jednym z województw dostało dofinansowanie na dostawę komputerów, drukarek i łączy internetowych do szkół, świetlic, domów pomocy społecznej, jak również gospodarstw domowych.. brzmi nieźle nie ? no brzmi ..pewnie dlatego dostali dofinansowanie

żeby realizować to zlecenie trzeba było wygrać przetarg.. żeby wygrać przetarg trzeba dać odpowiednio niską cenę ..pewne rzeczy można przewidzieć szacując taką cenę ..inne trudniej ..co powoduje że jak się przesadzi z obniżaniem ceny oferty to można jak to się mówi „popłynąć” albo „pójść pod wodę” ..krótko mówiąc zjeść tymi wydatkami cały zysk

wtedy się zaczyna kombinować ..no i realizacja zaczyna wyglądać właśnie tak.. jak dokładnie ? o tym za chwilę

ponad 2 tysiące komputerów, ponad tysiąc UPS, jakieś pół tysiąca drukarek.. ceny specjalne czyli o wiele niższe niż normalnie bo duży zakup na raz.. do tego standardowe wyciskanie cytryny do ostatniej kropli – jak ktoś robi w sprzedaży to wie – czyli teksty „musicie mi pomóc”, „idziemy razem”, „następnym razem sobie odbijecie” ..no bo wiecie – oferta też już była odpowiednio niska żeby na pewno wygrać bo trzeba mieć taki projekt w referencjach.. więc oprócz tego wszystkiego szukamy dalszych „oszczędności”..np producent sprzętu mógłby przygotować sprzęt dokładnie pod wymagania ale to kosztuje.. więc bierze się standarda (zwykła instalacja windows + soft producenta), robi się instalację, z instalacji obraz (taką kopię całego dysku) i instaluje na pozostałych komputerach ..czyli trzeba każdy rozpakować, przeinstalować i spakować z powrotem ..potem to tylko trzeba rozwieźć we wskazane miejsca.. ok 250 miejsc ..niby spoko ..i żeby nie było – nie kwestionuje roboty samej w sobie tylko organizację tego wszystkiego

..a kwestionuję to dlatego, że w przetargu została wybrana duża firma z referencjami, ISO, sriso i chuj wie czym jeszcze, po czym ta wybrana duża firma zleciła to jakiejś zaprzyjaźnionej garażowej firemce, która to już nie posiada tego wszystkiego co było wymagane ..poza tym jest firmą jednoosobową więc nad projektem pracują koledzy, a nawet rodzice ..no i ja na delegacji 😉

jeżeli ktoś ma choć przez chwilę złudzenia, że wymogi  określone w projekcie były realizowane to niech się obudzi – duża firma kładzie stosowne papiery i oświadczenia, a potem realizuje to rączkami maluczkich, angażując w to możliwe najmniejsze zasoby, zbierając możliwie najwyższy zysk

tak więc komputery były trzymane w garażach, prywatnych domach i jakichś magazynach w podnajętych biurach ..o ubezpieczeniu nawet nie wspomnę ..jakby ktoś okradł taki garaż to finansowa odpowiedzialność padła by oczywiście na podwykonawcę ..no ale przecież podwykonawca się na to zgodził.. po starej znajomości.. którą firma miała by w dupie i zostawiła go w gaciach egzekwując należności

mam też nadzieję że chłopak który się podjął tego projektu doliczył sobie w kosztach kapitalny remont samochodu ..bo jego auto ledwo żyło już pod koniec wożenia sprzętu.. podejrzewam że nie i że wyjdzie mu to bokiem.. kolejny powód dla którego wiem że drugiej takiej roboty już nie wiźmie

wszyscy pozostali też pracowali „po znajomości” więc w najlepszym wypadku za połowę normalnej stawki ..no ale jak wspominałem krótka kołdra niedoszacowanych kosztów zbierała swoje żniwo.. w większości chłopaki dorabiały sobie do normalnej roboty z której wzięli urlop na czas realizacji projektu – takie mamy realia, że ludzie biorą urlop żeby popracować jeszcze więcej za trochę extra kasy

w wielu miejscach koszty były przewidziane w sposób nierealny wiec i negocjacje z „normalnymi” firmami ciągnęły się w nieskończoność ..no ale polityka zdejmowania gaci przez głowę wśród firm wszelakiej maści prowadzi do tego że każdy chce zarobić chociaż połowę, a z drugiej dożynają rynek bo wszyscy się boją, że ktoś robotę zrobi taniej

ale wracając do moich małych chin – projekt skończyliśmy w terminie i zleceniodawca nawet byl zadowolony z wykonania ..niby fajnie ..szkoda tylko ze wszyscy wykonawcy wyszli z tej całej akcji z jakimś takim niesmakiem ..bo naprawdę to wszyscy chcemy pracować godnie za godne pieniądze ..tylko firmy aspirujące do bycia korporacją dbają jedynie o dywidendy dla akcjonariuszy, a nie o ludzi którzy dla nich pracują ..czym to skutkuje ? że ludzie nie szanują pracy która nie szanuje ich i wiem że chłopaki się już drugi raz nie podejmą takiej akcji ..a już na pewno nie na tych warunkach

zastanawiam się kiedy to się załamie ..a załamać się musi bo wielu moich znajomych pracujących dla dużych firm rzuciło tą robotę w cholerę i założyło własne działalności ..robią swoją robotę w mniejszej skali ale na swoich warunkach ..i na pewno sprawia im to większą frajdę

robotę którą można realnie zaplanować i wycenić a nie słuchać kogoś kto chyba nigdy żadnej instalacji nie robił, nie ma bladego pojęcia ile czasu co zajmuje, albo nawet wie ale ma to w dupie bo wychodzi z założenia że ty staniesz na głowie żeby jednak się wyrobisz

..i tak sobie myślę że dopóki będziemy stawać na głowie to tak będziemy traktowani

..a ja powoli też mam tego dosyć

p.s.

..a o tym jak wiele felerów miał ten unijny projekt i ile moim zdaniem kasy poszło w błoto o tym w następnym wpisie

9 uwag do wpisu “moje małe chiny

    1. kiedys uwazalem ze tylko ten „duzy” daje jakosc bo ma zasoby a „maly” kombinuje i dlatego jest gorszy.. ale wychodzi coraz czesciej ze to właśnie ten „duży” kombinuje najbardziej ..nie mowie ze duze firmy sa zle ..raczej ze tak na prawde nie daja gwarancji jakosci

  1. ” w przetargu została wybrana duża firma (…), po czym ta wybrana duża firma zleciła to jakiejś zaprzyjaźnionej garażowej firemce(…).” – a co z magicznym zapisem, że „wykonawca nie może zlecić powierzonego zadania osobom trzecim” czy jak to tam konkretnie szło ?

    „tak więc komputery były trzymane w garażach, prywatnych domach i jakichś magazynach w podnajętych biurach” – nalezy sie cieszyć, ze nie dorabiały w miedzyczasie jako serwery albo komputery dla dzieci 😉

    1. wykonawca nie zlecał nic podmiotom trzecim – wszyscy przedstawiali się że są z firmy „dużej” a jedyna osoba z „małej” firmy która cokolwiek podpisywała miała pieczątkę i adres mailowy ..może była na zleceniu.. może, bo pewności nie mam

Dodaj komentarz