miejscowa suka

o tym że warto przyjaźnić sie z sukami wiem od dawna.. z mojego doświadczenia wynika, że suki są raczej blond.. ta akurat była czarna..

od dwóch tygodni jestem w delacji i stacjonuję w uroczym miejscu pod Bobolicami.. znaczy nie wiem tak naprawdę jakie jest bo widuje je tylko jak ruszam do roboty czyli bladym świtem oraz jak wracam tam wieczorem czyli po zmroku ..ale wtedy wygląda uroczo

ale wróćmy do tytułowej suki..

nie był to jeden z gości tylko stała mieszkanka tego miejsca.. zaraz od momentu przyjazdu widziałem że łaknie mojej atencji, że jak tylko mnie widzi to podchodzi, że cieszy się gdy wracam do hotelu..

odwzajemniłem tą nieukrywaną sympatię nawet gdy odkryłem że nie jestem jedynym gościem traktowanym w ten sposób.. no ale to w końcu była suka więc czego się więcej spodziewać..

doszło oczywiście do pieszczot.. ale co dzieje się na delegacji zostaje na delegacji.. nie wracajmy do tego

w każdym razie niespodziewanie znajomość ta zaprocentowała i można powiedzieć że Czarna uratowała mi skórę..

był wieczór a właściwie noc… wyszedłem na taras przed budynkiem zapalić wieczornego papierosa.. nie zapalałem światła i stałem tak zawieszony w ciemnościach wieczoru.. Czarna podeszła do mnie jak zwykle prawie bezgłośnie… ledwo ją dostrzegłem jak podchodziła.. jak zwykle otarła si o moją rękę niby przypadkiem ale licząc na coś więcej.. poszła dalej i zniknęła w mroku.. nagle z krzaków przed tarasem wylazł wielki biały wilczuro-podobny pies.. normalnie ujadał w kojcu a teraz najwyraźniej właściciele wypuścili go na teren.. pies zobaczył mnie i od razu groźnie szczekając ruszył w moja stronę.. generalnie się psów ni boję ale mam świadomość do czego są zdolne – przekalkulowałem więc szybko co mogę zrobić i wyszło na to że wejście do budynku jest dalej niż pies do mnie, że nie mam nic pod ręką żeby zabezpieczyć lewe przedramię ani nic nawet żeby wepchnąć psu w pysk.. sytuacja nie wyglądała ciekawie a czas się kończył..

i wtedy kompletnie znikąd pojawiła się Czarna.. stanęła przede mną i nawet nie musiała wydać z siebie żadnego dźwięku tylko spojrzała na szarżującego psa.. ten momentalnie przestał szczekać, odwrócił się i odszedł..

oczywiście Czarna otrzymała sporą dawkę pieszczot za uratowanie mi skóry.. było i drapanie za uchem i masowanie grzbietu i głaskanie brzucha..

wychodzi na to że zawsze dobrze jest zaprzyjaźnić się z miejscową suką

..a oto jej zdjęcie

 

3 uwagi do wpisu “miejscowa suka

  1. Dobre, lucky you… Nie tak dawno podczas nocnego wybiegania trafiłem na wqrwionego wielkiego psa. Większy od wilczura, łeb nisko i już warczał. Wycofałem się zgodnie z regułami sztuki nie patrząc w ślepia. No marnie by było gdyby się na mnie rzucił. Wracałem inną trasą i … wyhamowałem 5m znowu przed nim, chyba mnie szukał. Uratowało mnie przebiegnięcie przez ruchliwą drogę – cóż, niestety trzeba mieć szczęście do czarnych suk 😉

Dodaj komentarz